Rozdział 2
- A oto twoje królestwo - powiedziała Marta otwierając drzwi. Muszę przyznać, ze to naprawdę królestwo, nie spodziewałam się, aż tak dużego i pięknego pokoju. Był w jasnych i spokojnych kolorach, na środku stało duże łóżko, po prawej stronie duże okno, które sprawiało, że pokój był jeszcze bardziej jasny, po drugiej stronie stało biurko i szafa. Kiedy tylko weszłam do tego pomieszczenia poczułam się, naprawdę, jak w domu.
- Jest piękny, dziękuję - powiedziałam i przytuliłam kuzynkę
- Nie ma za co, starałyśmy się z mamą, abyś czuła się u nas dobrze, mniejsza z ty, ważne, że ci się podoba. Opowiadaj lepiej co u ciebie, czemu wybrałaś studia tak daleko - tym pytaniem mnie zaskoczyła, bo co miałam jej powiedzieć, że uciekłam od koszmaru, który tam mnie prześladował, bo skoro pyta to ciocia jeszcze jej nic nie powiedział, więc lepiej niech na razie tak zostanie. Kiedy ja starałam się jakimiś opowieściami zbyć Martę, w kuchni toczyła się dosyć ważna rozmowa.
- Natalia, ja się nie znam, ale mi się wydaje, że ją coś dręczy. Niby się uśmiecha, rozmawia, żartuje, ale to nie jest nasza dawna Paulina
- Oj wydaje ci się. Po prosu znalazła się w nowej sytuacji nowa szkoła, otoczenie i do tego z dala od domu - Natalia mniej więcej wiedziała jaki jest powód przyjazdu dziewczyn, choć nie znała całej prawdy, starała się jak mogła, aby nie wygadać się przed mężem
- To też, ale przecież mogła wybrać studia w Warszawie, a skoro jest tu to musi być jakiś inny powód, ja ci to mówię
- A ty co w detektywa się bawisz?- próbowała zmienić temat
- Nie, ale coś mi tu nie gra. Ona zawsze była duszą towarzystwa, buzia jej się nie zamykała, a teraz jest taka milcząca. Natka my musimy jej pomóc
- Przecież się uśmiech, daj jej się zaklimatyzować, a nie od razu chcesz pomagać, jak zobaczymy, że trzeba to wkroczymy
- Oj trzeba, bo jej śmieje się tylko twarz a oczy są smutne. Jeśli oczy są smutne to płacze dusza - żona nie powiedziała nic tylko podeszła i go ucałowała, a dla niego oznaczało, że ma racje
Kiedy dziewczyny obejrzały cały dom zeszły na obiecany obiad. Na dole było już strasznie głośno, bo Igor odebrał Kacpra ze szkoły i właśnie wrócili. Kiedy tylko Kacperek ( 9lat) uwolnił się z kurtki podbiegł wesoło do dziewczyn
- Cześć Paulina! Fajnie, że będziesz z nami mieszkała, już nie mogłem się doczekać - mały skoczył jej na ręce i przytulił, a dziewczynie zrobiło się miło, że nawet najmłodszy cieszy się z jej przyjazdu
- Cześć Kacper! Ja też się cieszę, tylko nie wiem czy ty wytrzymasz ze mną tyle czasu - dziewczyna zaczęła na żartować z chłopca, a on całkiem poważnie odpowiedział
- No co ty, ja z nimi muszę wytrzymać, a ty będziesz dla mnie samą przyjemnością - na jego słowa wszyscy wybuchli śmiechem, nawet rodzice, którzy byli w jadalni
- Dziękuje ci Kacperku
- Spoko - odpowiedział i poszedł myć ręce. A ja dopiero kiedy ktoś do mnie podszedł zauważyłam, że wrócił też Igor ( brat Marty i Kacpra 24lata)
- No witam w naszym zwariowanym świecie kuzynko - uśmiechną się i serdecznie mnie uściskał
- Witam cię Igorku, tylko proszę nie mów do mnie kuzynko
- Dobrze kuzynko - powiedział śmiejąc się i kierując się w stronę jadalni
Po obiedzie zdecydowałam się na spacer po ogrodzie, gdyż pogoda jak na koniec września była naprawdę piękna. Oni wszyscy są bardzo mili, niby wypytywali jak w domu, czemu takie studia, ale nie drążyli tematu, za co byłam im wdzięczna. Cały ten dzień był pełen emocji, pożegnanie z rodziną, podróż i przywitanie z nowymi domownikami, musiałam wreszcie pobyć sama i wszystko sobie uporządkować. Nie wiem czy dobrze zrobiłam, myślałam, że kiedy tu przyjdę zapomnę o wszystkim i zacznę żyć normalnie, ale to chyba nie jest takie proste, bo ciągle wracam do tego co było, mam nadzieję, że kiedyś zapomnę. Z rozmyślań wyrwał mnie głos mężczyzny
- A ty co tu tak sama siedzisz? Już masz nas dość? - obejrzałam się i zobaczyła zbliżającego się do mnie Igora. Muszę przyznać, że od naszego ostatniego spotkania, bardzo się zmienił i to na korzyść. Nie jedna panna się w nim zakocha
- Was nie można mieć dość, tylko zmęczona jestem całym tym dniem. W końcu dziś całkowicie zmieniło się moje życie.
- Dasz radę, jesteś silna, a jak nie to my ci pomożemy. Jesteśmy z lekka zwariowaną rodziną, ale ty teraz do niej należysz, więc szybko się nas nie pozbędziesz - powiedział siadając koło mnie na ławce.
- Dziękuję wam za wszystko
- Nie ma za co, ale ty mi tu nie dziękuj, tylko mów jak twoja kariera
- Jaka kariera? - spytałam zaskoczona
- No nie udawaj, w końcu jesteś najlepszą dziewczyną grającą w nogę
- Byłam i to wcale nie najlepszą. Odkąd zamknęli nasz klub to nigdzie nie gram, za to skupiłam się na boksie
- Boks, boksem, ale ty masz talent do piłki nożnej i ją kochasz
- Kocham, ale nie miałam gdzie trenować, więc już prawie 2 lata nie gram
- Zmienimy to - powiedział z dziwnym uśmiechem
- Nic nie trzeba zmieniać. Teraz zajmuję się nauką, sport to może kiedyś, ale tylko boks - powiedziałam z lekkim smutkiem w głosie, bo prawda jest taka, że będzie mi brakowało treningów, ale nie można mieć wszystkiego
- Wmawiaj to sobie dalej, jak cię znam to jeszcze w październiku wrócisz do treningów
- Za dobrze mnie znasz i nie wykluczam, że tak będzie
- No pewnie, że cię znam i moja w tym głowa, żebyś zaczęła trenować, choćby tylko boks. A teraz chodź bo się przeziębisz - wróciliśmy do domu w milczeniu, ale bardzo mi odpowiadającym milczeniu. Igor zawsze był dla mnie jak Mateusz, czyli jak starszy brat który się o mnie troszczył, więc będzie mi go tu zastępował
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz